Moja metamorfoza – 37 kg

Stwórz swój styl i ciesz się życiem

Wyobraź sobie faceta, który waży 110 kg i przy tym wcale nie jest bardzo wysoki. Faceta, który składał się chyba w większości z tłuszczu i przez długi czas nie mógł zaakceptować ciała, w którym żyje. Mentalnie był młodym i pełnym wigoru człowiekiem, a fizycznie? Człowiekiem, któremu trudność sprawia wejście po schodach i który nie może sobie odmówić kolejnej porcji niezdrowego jedzenia. Wyobraź sobie człowieka, który stracił kontrolę nad tym, co je i nad tym, jak reaguje jego organizm. Byłem takim człowiekiem przez dobrych kilka lat, a kilogramów przybywało…

 

Dawny Wojtek

 

Poranek zaczynałem od kawy. Śniadanie? Nie było na to czasu ani ochoty. Chipsy, fast foody, litry coli i dni mijały, a do tego praca – byłem kucharzem, a przecież kucharz musi jeść. Niemal z każdym dniem odczuwałem spadek formy. Trudniej było mi się skoncentrować, codzienne czynności zaczęły mi sprawiać trudności, ubrania były coraz ciaśniejsze, a lustro w domu… dziwnie się kurczyło. Przed długi czas bagatelizowałem problem, aż w końcu zdałem sobie sprawę, że to nie jest tak, że lustro się kurczy, tylko to ja „rosnę”. Ubrania nagle nie ściągają się w praniu, tylko to ja się w nie nie mieszczę. Kiedy waga przekroczyła 104 kg, przestałem się ważyć. Chyba nie trzeba dodawać, że w tym czasie prawie w ogóle się nie ruszałem. Sport? Owszem – na kanapie przed telewizorem i na tym kończył się mój „trening”. Siedząca praca, siedzący odpoczynek, zbyt dużo jedzenia i oto stałem się – powiedzmy to sobie szczerze – po prostu grubasem, który nie jest w stanie już w żaden sposób zamaskować swojej tuszy.

 

Początki

 

To był przełomowy moment. Wtedy zdałem sobie sprawę, że jeśli nie zrobię ze sobą czegoś teraz, to być może nie zrobię już nigdy, a później będzie przecież tylko gorzej. Musiałem podjąć zobowiązanie i było to zobowiązanie przede wszystkim przed sobą. Jeśli myślisz, że przejście na dietę jest proste i robi się to ot tak, na pstryknięcie palcami, to grubo się mylisz. Ciężko jest zrezygnować z nawyków, które człowiek wręcz kultywował przez wiele lat. Jednocześnie im jest to trudniejsze, tym większą motywacją napawa Cię wizja szczupłej sylwetki.

 

Metamorfoza jak odzyskałem formę

 

Pierwszym krokiem było wprowadzenie ruchu. Powiedziałem sobie – ok, na początku krótkie dystanse. 400 metrów. Tyle dałem radę przebiec truchtem. To był wtedy szczyt moich możliwości. Przerzuciłem się na nordic walking, później zacząłem stawiać pierwsze kroki (dosłownie) w narciarstwie. Do tego dołączyły łyżwy i jazda na rowerze. Z każdym tygodniem było lepiej. Odzyskiwałem formę, kilogramy spadały, a ja wreszcie uwierzyłem, że mogę. Że stać mnie na to, żeby się zmienić. Wróciłem do biegania – teraz było już łatwiej. Po jakimś czasie skorzystałem z indywidualnego planu biegowego. Przebiegłem 2 maratony, kilkanaście półmaratonów i zacząłem się interesować odżywianiem.

 

Nowy ja nowa lodówka

 

Opróżniłem lodówkę i zapełniłem ją na nowo – tym razem zdrowym jedzeniem, które dawało mi energię do treningów. Niemal z pasją maniaka studiowałem zasady żywienia i testowałem nowe fit przepisy. Na talerzu lądowało więcej owoców i warzyw, a słodycze przeszły do historii. Nawet nie masz pojęcia, jaką dawało mi to satysfakcję. Ja – grubas, który nie mógł przez pewien czas na siebie patrzeć, byłem z dnia na dzień szczuplejszy i sprawniejszy. Szczęście potęgowały komentarze rodziny i przyjaciół. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy usłyszałem „Wojtek, świetnie wyglądasz”, to rozpierała mnie duma. Niestety nie byłem z siebie do końca zadowolony, bo szybka utrata wagi spowodowała, że moje ciało stało się zwiotczałe. Wtedy zdecydowałem się na skorzystanie z pomocy FS, gdzie ułożono dla mnie dedykowaną dietę i plan treningowy. To był strzał w dziesiątkę! Ciało z dnia na dzień robiło się jędrniejsze.

 

Nowy Wojtek

 

Na początku planowałem tylko odchudzanie i poprawę sprawności, ale ta metamorfoza trwa do dzisiaj. W końcu czuję, że żyję i jestem zadowolony z wyglądu swojego ciała. Nowy styl życia całkowicie mną zawładnął i chciałbym przekonać wszystkich borykających się z nadwagą czy otyłością, że jeśli tylko chcą, to mogą się zmienić, a ten proces wcale nie będzie trudny – wręcz przeciwnie – będzie fantastyczną przygodą. Na początku nie będzie łatwo, ale nic co łatwe, nie cieszy. Ja schudłem w sumie 37 kg. Jeśli ja mogłem to zrobić, to Ty też możesz. Masz moje wsparcie.

 

Zacznij swoją metamorfozę tutaj

 

Zapraszam też na inne moje media: